KOLEJKA 1: Orzyc vs Świt
Dodane przez bady dnia Sierpień 23 2012 10:33:14
26-08-2012 (niedziela) godz. 16.00



ORZYC Chorzele vs ŚWIT Baranowo 3-3 ( 2-3 )

Stadion Miejski w Chorzelach im. Jana Konarskiego

Rozszerzona zawartość newsa
ORZYC Chorzele – ŚWIT Baranowo 3-3 ( 2-3 )

1-0 Dawid Kostrzewa
2-3 Mateusz Kawiecki ( z karnego )
3-3 Mateusz Kawiecki

Robaczek – Wierzbicki, Kostrzewa, Borkowski – Michał Kawiecki (70. Michał Kuciński), Dąbrowski – Rzeżuchowski, Rejs (46. Oleksik), Mateusz Kawiecki – Brzezicki (46.G.Kawiecki), Ladziński (62. Niestępski)

Nie takiej inauguracji sezonu ligowego oczekiwali wszyscy w Chorzelach. Zamiast pewnych 3 punktów Orzyc do ostatnich minut walczył o zdobycie choćby punktu.
Początek spotkania nie wskazywał na takie kłopoty, już w 5 minucie Daniel Brzezicki powinien zdobyć bramkę. Po dokładnym podaniu od Zbigniewa Ladzińskiego miał przed sobą tylko bramkarza gości, jednak strzał „Kornika” minął lewy słupek bramki. W 17 minucie piłka ląduje już jednak w siatce bramki przyjezdnych. Po dokładnym dośrodkowaniu z rzutu rożnego celnym strzałem głową popisuje się Dawid Kostrzewa. Kilka minut później sędzia tego spotkania daje pierwszy prezent gościom. Obrońca z Baranowa „wycina” w polu karnym Michała Kawieckiego jednak młodemu arbitrowi brakuje odwagi odgwizdać jedenastkę. Po chwili goście otrzymują kolejny prezent. Przed własnym polem karnym do piłki wyskakuje Michał Kawiecki i napastnik gości, jak to zwykle bywa w pojedynkach główkowych, Michał jest o „dwa pietra” wyżej od rywala jednak sędzia dopatrzył się faulu naszego pomocnika. Łukasz Robaczek fatalnie ustawia się podczas strzału z rzutu wolnego i mamy wyrównanie. W 28 minucie goście obejmują prowadzenie po perfekcyjnie wykonanym rzucie rożnym i strzale głową z kilku metrów. W 33 minucie piłkarze z Baranowa otrzymują trzeci prezent od arbitra. Wychodzącego na pozycję sam na sam z bramkarzem Daniela Brzezickiego łapie za koszulkę obrońca Świtu, napastnik Orzyca jednak uwalnia się wbiega w pole karne gdzie zostaje powalony przez bramkarza gości. Po chwili rozlega się gwizdek arbitra, jednak decyzja jaką podjął wywołała niemal burzę na stadionie miejskim w Chorzelach. Arbiter nie podyktował drugiego w tym spotkaniu już rzutu karnego, wracając do tego faulu z przed pola karnego, a obrońcę gości za faul na wychodzącym na czystą pozycję napastniku ukarał tylko żółtą kartką. W 39 minucie mamy już dwu-bramkowe prowadzenie Świtu po „strzale życia” jednego z zawodników z Baranowa. W końcówce spotkania miejscowi zdobywają kontaktową bramkę. Po zagraniu piłki ręką przez obrońcę z Baranowa we własnym polu karnym sędzia dyktuję w końcu rzut karny, chociaż i do tej sytuacji potrzebował konsultacji ze swoim asystentem.
Druga część spotkania nie obfitowała już w taką ilość bramek. Goście skupili się na obronie korzystnego rezultatu, a piłkarze z Chorzel nie potrafili się przebić przez szczelny mur rywala.
Jednak i w tej części gry arbiter dał gościom prezent, a to już czwarty prezent jaki otrzymali od niego w tym meczu. W 62 minucie Grzegorz Kawiecki minął obrońcę gości i sunął w stronę bramki rywala oddalając się z każdym krokiem przeciwnikowi. Obrońca z Baranowa nie widząc możliwości nawet dogonienia szybkiego napastnika postanowił brutalnym wślizgiem w nogi powstrzymać jego rajd. Sędzia oczywiście faul zauważył i odgwizdał przewinienie jednak ukarał rywala ponownie tylko żółtą kartką, co wywołała kolejną falę gwizdów z trybun oraz śmiech własnych asystentów. Z każdą kolejną minutą meczu przewaga gospodarzy rośnie, a od 70 minuty jest niemal przygniatająca. Od tego momentu miejscowi grają z przewagą jednego zawodnika, po zejściu zawodnika gości po otrzymaniu drugiej żółtej a w konsekwencji czerwonej kartki. Do 90 minuty utrzymywał się jednak wynik z przed przerwy. I dopiero w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry, Mateusz Kuciński mija dryblingiem kilku rywali w polu karnym, a następnie uderza na bramkę. Piłkę jeszcze odbija bramkarz gości jednak przy dobitce Mateusza Kawieckiego był bezradny.
Rywale postawili trudne warunki jednak mimo wszystko Orzyc to spotkanie powinien wygrać. Gra w środku pola było wyrównana tylko w pierwszej części, po przerwie goście bardziej skupiali się na tym gdzie wybić piłkę niż komu ją podać. Oprócz dwóch stałych fragmentów gry z których zdobyli bramki i strzału którego już pewnie nigdy w życiu nie powtórzy strzelec trzeciej bramki, nie potrafili sobie stworzyć nawet „pół” sytuacji pod bramką Łukasza Robaczka. I właśnie dzięki znakomitej skuteczności i dobrej „współpracy” z arbitrem jeden punkt pojechał do Baranowa. Życzymy gościom zdobycia kolejnych w tym sezonie tylko oby były one zdobyte dzięki umiejętnościom, a nie w wyniku szczęśliwego zbiegu okoliczności, bo szczęście można mieć w kasynie a nie na boisku.