KOLEJKA 8
Dodane przez bady dnia Październik 06 2011 13:08:28
09-10-2011 (niedziela)

godz. 15.00


ORLĘTA Baboszewo vs ORZYC Chorzele 3-2 (1-2)

Boisku w Baboszewie


Rozszerzona zawartość newsa
ORLĘTA Baboszewo – ORZYC Chorzele 3-2 (1-2)

0-1 Zbigniew Ladziński
1-2 Grzegorz Kawiecki

Robaczek – Rykowski, Ladziński, Oleksik – Michał Kawiecki – Wierzbicki, Rejs, Rzeżuchowski, Czaplicki (46. Mateusz Kawiecki) – Grzegorz Kawiecki, Brzezicki (70.Z.Lubowiedzki)

Jeszcze nigdy w historii nie udało się zawodnikom Orzyca przywieźć kompletu punktów z trudnego terenu jakim jest boisko w Baboszewie. Patrząc na dotychczasowe osiągnięcia w obecnym sezonie wydawałoby się, że każde inne rozwiązanie niż zwycięstwo chorzelan będzie sporą niespodzianką, jednak tradycji stało się zadość i Orzyc ponownie wrócił z Baboszewa na tarczy.
Kłopoty kadrowe w tym spotkaniu zmusiły trenera do kilku zmian w składzie, jednak w pierwszej połowie nie było widać tych ubytków i to goście na przerwę schodzili prowadząc. Mało tego to, prowadzenie było o wiele za niskie i może właśnie te zmarnowane sytuacje w pierwszej części gry "odbiły się czkawką" zawodnikom z Chorzel w ostatecznym rozrachunku.
Już w 4 minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłka wylądowała pod nogami Zbigniewa Ladzińskiego, jednak ten znajdując się dosłownie kilka metrów od bramki huknął wysoko nad poprzeczką. Jednak szybko zrehabilitował się za to pudło, po kolejnym dośrodkowaniu z rzutu rożnego "Kiszka" ładnym strzałem głową wyprowadził swój zespół na prowadzenie. W 12 minucie w pole karne rywala z piłką przy nodze wbiega Grzegorz Kawiecki, dokładnie podaje do ustawionego na wprost bramki Macieja Wierzbickiego
…. który pudłuje do pustej bramki z 7 metrów. W 17 minucie miejscowi powinni wyrównać, jednak napastnik Orląt będąc w znakomitej sytuacji trafił wprost w bramkarza Orzyca. W 23 minucie w zamieszaniu pod bramką Robaczka, najsprytniejszy okazał się kapitan gospodarzy, który strzałem głową doprowadza do wyrównania stanu meczu. Chwilę później Orzyc powinien jednak ponownie prowadzić, jednak tym razem spudłował Wojciech Rzeżuchowski. Po dokładnym podaniu z prawego skrzydła "Rzeżuch" znalazł się
na 8 metrze i pozostało tylko trafić w światło bramki, niestety piłka ponownie szybuje wysoko nad poprzeczką. W 31 minucie ponownie Rzeżuchowski wychodzi na czystą pozycję, a gdy znajduje się już sam przed bramkarzem zostaje powalony chwytem zapaśniczym przez biegnącego za nim obrońcę. Cała sytuacja miała miejsce 11 metrów od bramki gospodarzy, czyli w ich polu karnym. Jednak sędzia tylko z sobie znanych przyczyn nie raczył odgwizdać rzutu karnego, chyba wyszedł z założenia, że przyjezdni i
tak wygrają to po co im pomagać, ale czy to ma coś wspólnego ze sportem ??? A może po prostu zabrakło arbitrowi odwagi aby podyktować karnego przeciwko gospodarzom, może bał się żywiołowo reagującej publiczności w Baboszewie, ale tu nasuwa się kolejne pytanie, to po co Pan arbiter bierze się za coś skoro na to brak mu odwagi. Na wojnie za brak odwagi, za dezercję, jest tylko jedna kara, jednak w tym wypadku Panu sędziemu nawet nikt nie pogrozi palcem. Takie są realia polskiej piłki, sędziwie
są bezkarni i przez te 90 minut kiedy mają gwizdek w ustach mogą robić co tylko im się podoba. W 43 minucie Orzyc wychodzi jednak na prowadzenie. Ładnym technicznym strzałem pod poprzeczkę z rzutu wolnego z okolic 18 metra od bramki rywala popisuje się Grzegorz Kawiecki.
Druga część gry była zupełnie inna, gospodarze zaczęli grać ostrzej, a goście nie byli w stanie się do tego dostosować, zabrakło wartościowych zmieników i efekt był taki, że to miejscowi zdobyli dwa gole nie tracąc przy tym żadnego. Najpierw w 51 minucie, kiedy poza boiskiem udzielano pomocy medycznej jednemu z obrońców Orzyca, gospodarze to skrzętnie wykorzystali i doprowadzili po raz drugi w tym meczu do wyrównania. W 65 minucie zawodnicy z Chorzel stworzyli sobie jedyną dogodną okazję do
zdobycia bramki w drugiej części gry, Jednak Maciej Wierzbicki przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem z Baboszewa. W 73 minucie gospodarze zadają decydujący cios, zdobywając jak się później okazało zwycięską bramkę. Po "dwójkowej" akcji w lewym narożniku boiska i dokładnym dośrodkowaniu w pole karne Orzyca, napastnikowi Orląt nie pozostało już nic innego jak umieścić piłkę w siatce bramki Robaczka. Końcówka spotkania przypominało walenie głową w mur przez zawodników z Chorzel i mądra gra
na czas przez gospodarzy.